izmir çocuk escort çocuk escort antalya istanbul escort çocuk çocuk escort izmir orospu izmir cocuk escort bayan orospu izmir escort orospu bayan antalya istanbul cocuk escort cocuk escortlar izmir ankara size dar gelir ankara cocuk escort cocuk bayan ankara ankara cocuk escort ankara travesti escort cocuk ankara cocuk escort ankara ankara cocuk escort ankara escort escort ankara ankara eskort eskort ankara ankara eskort bayan ankara escort bayan escort bayan ankara ankara escort bayanlar ankara çocuk escort ankara escort escort ankara ankara escort bayan bayan ankara escort escort bayan ankara ankara escort bayanlar ankara çocuk escort ankara escort escort ankara cocuk pornosu
PakietyTurystyczne.pl - 1 listopada 2013
Białowieża i ognisko

Za oknem przewija się znajomy krajobraz – Puszcza Białowieska, od tępego patrzenia oderwał mnie dźwięk telefonu. Wygrzebałem go z kieszeni, leniwie przyłożyłem do ucha i momentalnie z autobusowego marazmu wyrwała mnie M.

- Hejjjj. Gdzie jesteś? – Zapytała przedłużając swoje powitanie, z resztą dokładnie tak samo jak to robi z pożegnaniami

-Hej, w lesie jestem – odparłem nie myśląc o logice odpowiedzi

-Widzisz mamo, mówiłam ze jak do niego zadzwonię z takim pytaniem to powie, że w lesie jest – M. krzyknęła od słuchawki do swojej rodzicielki z nutą humoru i ironii. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, cała M. – no dobrze, ale gdzie w tym lesie jesteś? – pytała dalej.

-Minołem tory, jakiś most mały chyba też, kila znaków o skansenach też było po drodze – mówiłem już bardziej przytomny i nawet starałem się brzmieć mniej zagubiony i bez wiedzy, niż sytuacja tego wymagała.

-To jak dojedziesz pod kościół to wysiadaj, będę tam czekała – podsumowała M, a zza słuchawki dobiegać zaczęły dźwięki przygotowywanego roweru i nawoływania o pompkę, i coś ze w spódnicy nie pojedzie.

-Zrozumiano, jak zobaczę kościół to wysiadam, do zobaczenia niebawem

-Paaaaaaaa – przeciągnęła zwyczajowo M.

Pytanie na ten wypad było pod hasłem – Puszcza Białowieska czy ognisko w mieście Białowieża? Wyszło ognisko z czterema pokoleniami, niby wszyscy lokalni ale dało się zauważyć, że przyjezdna młodzież troszkę bezradnie operuje wokół naszego miejsca biesiady. Dziadek i babcia M. (dalej Dziadek i babcia Białowieża) kręcili przygotowaniami, mama M.(dalej mama Hajnówka) rozporządzała krzesłami, stołkami, taboretami, pieńkami i czymkolwiek innym nadającym się do siedzenie. M.(Warszawa), siostra M.(Kraków) i ja (Białystok) zaopatrywaliśmy stoły w napoje wszelakiej maści i rodzaju.

Zaczęło się.

Dziadek Białowieża z mamą Hajnówką szybko uporali się z rozpaleniem ogniska, Warszawa w trzech osobach obsadziła stanowiska nabijania i smażenia kiełbasek, a Kraków kursowała z talerzykiem i przekazywała co okazalsze kąski dalej. Nadzór babci Białowieży był wszechobecny niczym duch puszczy, który to, swoją drogą znalazł się też na stołach.

-Patyk wyżej trzymaj, spalisz kiełbaskę, no teraz to za wysoko, nie upieczesz – sprzeczność komenderowania babci Białowieży wprowadzała wesoły zamęt w szeregach kiełbasianych.

-Dziadek, wrzucaj ziemniaki do ogniska, niech sobie miastowe przypomniął jak prawdziwe bulwy smakują – „Miastowe” spojrzeli po sobie i parsknęli gromkim śmiechem, co było sygnałem dla dziadka, do wrzucenia ziemniaków w żary lokalnej góry ognistej w postaci trzech pieńków miedzy którymi radośnie skakały płomienie.

-A czym to wyjąć?- Zapytała po jakimś czasie Kraków, rozglądając się po okolicy za jakimś pogrzebaczem

-No jak to czym, o! TYM! – odparł dziadek Białowieża wstając i sięgając po swój patyk z trzema rozczapierzonymi końcówkami. Niczym Białowieski Posejdon z patykowym trójzębem, dziadek Białowieża łowił czarne ziemniaki z popiołowych odmętów. Kraków, Warszawa i inne „miastowe” patrzyli z uznaniem i aż można było dotknąć te lata doświadczenia i zobaczyć te setki wyjętych z ogniska ziemniaków.

Śmiech, kiełbaski, bulwy kartoflane i ciepła atmosfera towarzyszyła nam do późnych godzin nocnych. Zanim się wszyscy rozeszli, pamiętam jeszcze to:

-Kraków, a Ciebie tutaj co przygnało? – Zapytałem, znając już odpowiedź.

-No jak to co, Białowieża, jeżdżę kiedy mogę – odparła oczywistością

-Warszawa, a Ciebie?

-Jak byś nie wiedział – Odparła Warszawa patrząc spod brwi na mnie

-Zakładam, że reszta mi tak samo odpowie? – rzuciłem w eter

- Tak, Białystok, dokładnie tak – chórem odparli wszyscy obecni. I wtedy zrozumiałem, a raczej przypomniałem sobie coś, co już dawno wiedziałem, że nie ważne z jak daleka, ale to miejsce wzywa swoją mocą.

Do góry Komentarze (0)

Komentarze