izmir çocuk escort çocuk escort antalya istanbul escort çocuk çocuk escort izmir orospu izmir cocuk escort bayan orospu izmir escort orospu bayan antalya istanbul cocuk escort cocuk escortlar izmir ankara size dar gelir ankara cocuk escort cocuk bayan ankara ankara cocuk escort ankara travesti escort cocuk ankara cocuk escort ankara ankara cocuk escort ankara escort escort ankara ankara eskort eskort ankara ankara eskort bayan ankara escort bayan escort bayan ankara ankara escort bayanlar ankara çocuk escort ankara escort escort ankara ankara escort bayan bayan ankara escort escort bayan ankara ankara escort bayanlar ankara çocuk escort ankara escort escort ankara cocuk pornosu
PakietyTurystyczne.pl - 14 listopada 2013
Dolina Bugu

 Urlop – hmm… Gdzie pojechać? Co zobaczyć?

Pierwsze skojarzenie – Mazury, drugie – Dolina Bugu, od kilku lat wspólnie z K. mieliśmy „smaczka” na dziką rzekę Bug.

Dolina Bugu – brzmi tajemniczo, jeszcze Nas tam nie było – pomyślałam i spontanicznie podjęłam decyzję. Kilka kliknięć i urlop zaplanowany 

Kwaterujemy się w okolicy Ciechanowca (Wojtkowice Glinna). Cisza, spokój, szum lasu i wartko płynąca rzeka – totalna odskocznia od codzienności.

Na początek kajak – bardziej rekreacyjnie, nie żaden typowy spływ. Super…, tylko kilkanaście schodków do pokonania z kwatery i rzekę Bug mamy na wyciągnięcie ręki. Przepiękna sceneria, w tle urokliwe krajobrazy, „pływające krowy”, pluskające się rybki i wędkarz czyhający na połów w łódce „pychówce”…

To co… – mówię do K. – pakujemy się na kajak i płyniemy na mieliznę – taka pseudo wyspa po środku rzeki. Idealne miejsce na złapanie tchu.

Z prądem, zdecydowanie łatwiej, kilka razy „machnąć” wiosłem i już jesteś. Droga powrotna to już zupełnie inna historia, tam to trzeba się nieźle napracować. Na chwilkę tylko przerwaliśmy wiosłowanie i Nasz kajaczek zaczynał się cofa

. Oczywiście nie poszliśmy na łatwiznę i postanowiliśmy pokona

matkę naturę -dopływając do brzegu. Po 2 dniach zmagań z wiosłem, można powiedzieć, że nabraliśmy wprawy.

Hmm.. troszkę zgłodniałam – mówię do K.

Obiad mieliśmy na kwaterze, smacznie, zdrowo i bez konserwantów. Po południu raz jeszcze postanowiliśmy „zmierzyć się” z rzeką , mianowicie chcieliśmy się przez nią przeprawić - brodząc w kierunku mielizny.

Ty pierwszy – mówię do K., nie… ty pierwsza – oznajmił K. Padło jednak na K.

Chwyciłam aparat i pstryknęłam w międzyczasie kilka fotek. W końcu namyśliłam się i postanowiłam: IDĘ… Jeden krok do przodu, dwa do tyłu…, a miało być po kostki wody – a tu powyżej kolan. Wzięłam głęboki wdech i zrobiłam kolejny krok – coraz płycej. Teraz mogę przyznać, że ta rzeka nie jest wcale taka dzika.

Atrakcji co niemiara. Następnego dnia pojechaliśmy do Ciechanowca – rowerami. Po powrocie „przebojem wieczoru” były pływające krowy, które śmiało, bez wahania przepłynęły rzekę wszerz. One robią to codziennie, dwa razy, tak normalnie, od niechcenia, a ja miałam dylemat. Teraz to wydaje się śmieszne. Później ognisko i wspólne biesiadowanie z letnikami. W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze na festyn w Ciechanowcu – Podlaskie Święto Chleba, przy okazji zwiedziliśmy Skansen (Muzeum Rolnictwa). Zaledwie 4 dni – minęło jak z bicza strzelił.

Do góry Komentarze (0)

Komentarze