izmir çocuk escort çocuk escort antalya istanbul escort çocuk çocuk escort izmir orospu izmir cocuk escort bayan orospu izmir escort orospu bayan antalya istanbul cocuk escort cocuk escortlar izmir ankara size dar gelir ankara cocuk escort cocuk bayan ankara ankara cocuk escort ankara travesti escort cocuk ankara cocuk escort ankara ankara cocuk escort ankara escort escort ankara ankara eskort eskort ankara ankara eskort bayan ankara escort bayan escort bayan ankara ankara escort bayanlar ankara çocuk escort ankara escort escort ankara ankara escort bayan bayan ankara escort escort bayan ankara ankara escort bayanlar ankara çocuk escort ankara escort escort ankara cocuk pornosu
PakietyTurystyczne.pl - 4 listopada 2013
Kajakowa suwalszczyzna!

Hej J., mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia – oznajmiła E. Organizujemy dwudniowy spływ kajakowy Czarną Hańczą na Suwalszczyźnie, ok. 30 osób, będziemy spać w namiotach, płyniesz z nami?

Chętnie – odpowiedziałam bez chwili namysłu. Jeszcze nie robiłam Czarnej Hańczy, to świetna okazja, żeby dodać kolejną rzekę do tych „spłyniętych”.

Czas na kolejne doświadczenie – już nie mogę się doczekać. W międzyczasie przygotowałam niezbędnik kajakowy: jakieś worki foliowe, żeby schować plecak, nieprzemakalne etui na aparat, kurtkę przeciwdeszczową i ręcznik – wielofunkcyjny – np może się przydać jako wygodne siedzisko.

Pierwszy dzień: Jedziemy busikiem na most we Frąckach, żeby spłynąć tego dnia Czarną Hańczą, aż do wsi Jałowy Róg, ok. 20 km. Kamizelka, wiosło oraz mój niezbędnik i już siedzę z E. w kajaku. Suwalszczyzna to istny raj dla turystów, urokliwa rzeka wkomponowana w malowniczy krajobraz, krystaliczna woda, nienaruszona przyroda oraz brzegi porośnięte trzciną i śpiewające ptaki. Swoją drogą, nie bez kozery –przecież promuje się jako Kraina jak Baśń.

Spokojnie z lekkim nurtem, płyniemy przez otaczające nas łąki i Wigierski Park Narodowy, nieco szybciej manewrując – to w lewo, to w prawo – w okolicy Puszczy Augustowskiej. Na trasie mijamy most w Dworczysku oraz pole biwakowe. Powalone przez bobry drzewa i zakola stanowią atrakcje podczas spływów. Z daleka widzimy przeszkodę –stary pień zagradzający połowę szerokości koryta; w tej sytuacji to trzeba było się nawet wykazać umiejętnościami, żeby nie wylądować w krzakach, a że usiadłam z tyłu, więc w udziale przypadło mi kierowanie, (lewa, prawa) kontra i przeszkoda ominięta.

Świetnie sobie poradziłaś… – pochwaliła mnie E.

Płyniemy dalej, obok nas kajakarze z Naszej paczki i babcie, które robią furorę, sprzedając prosto do kajaka jagodzianki i przepyszne kartacze. Nie mogłyśmy się oprzeć i także przybiłyśmy do brzegu skosztować regionalnych przysmaków.

Nocleg w Jałowym Rogu, rozbiliśmy namioty, oczywiście część naszych śledzi gdzieś wcięło i trzeba było pożyczyć od kolegów . Wieczorem obowiązkowo, ruska bania (sauna), później kąpiel w zimnej rzece, dla jednych istny relaks dla innych szok termiczny, ale regeneracja sił na kolejny dzień świetna. Na koniec – ognisko z kiełbaskami, kilka akordów na gitarze i rozśpiewało się nam towarzystwo.

Drugi dzień. Poranek: Po trudach wczorajszego dnia, bardziej wieczora – ciężko wstać, w sumie nic dziwnego. Kilka minut na przebudzenie i już siedzę w kajaku razem z całym ekwipunkiem, tym razem z przodu. Przecież kajak i woda – zdrowia Ci doda – pomyślałam. Zresztą dziś część trasy płyniemy jeziorami (Mikaszewo, Paniewo) – to też łatwiej wiosłować, dajesz przed siebie i jest ok.

No cóż – wypływamy w dalszą drogę, jeszcze tylko 16 km pozostało do Płaskiej. Na trasie, na początek, 2-kilometrowy odcinek Kanału Augustowskiego z dwiema zabytkowymi śluzami, ręcznie obsługiwanymi (Sosnówek i Mikaszówka). Kolejna atrakcja, śluza w Paniewie – aż 6,50 metrowy spadek wody. Czekałyśmy z koleżanką na to śluzowanie. Po chwili w dosyć szybkim tempie unosimy się z kajakiem do góry. Jeden, drugi, trzeci – kajak blisko siebie, woda tryska, faluje; poziom się wyrównuje i już można było dalej płynąć. Wrota się otwierają, mnóstwo wrażeń, nie da się tego zapomnieć.

Spływ kajakowy, rewelacyjny pomysł – naładowaliśmy „akumulatory” i pewnie wrócimy tu za rok 

Do góry Komentarze (0)

Komentarze